niedziela, 14 kwietnia 2013

Chapter 11

Popijając mrożoną herbatę, Morgan odchyliła się do tyłu i położyła nogi na stoliku przed nią. Myśląc nad tym jak doprowadzić do tego, żeby Justin się zdenerwował, przeanalizowała już wszystkie możliwości i strategie.
Miała zamiar wygrać tą grę, czy mu się to podobało, czy nie.
Wygranie w czymś takim było w jej naturze. Posiadała piękne ciało i wygląd bogini. To było łatwe zwycięstwo. Ale po raz pierwszy w swoim życiu, facet okazał się być wyzwaniem i to bardzo ciężkim.
Położyła szklankę obok niej na kanapie i zmrużyła oczy myśląc, gdy nagle coś przyszło jej na myśl i szybko się wyprostowała a na jej ustach zagościł uśmieszek.
~~
Przemieżając schody do swojego pokoju, Justin nie mógł nic na to poradzić, ale wciąż myślała co będzie następne. Dużo zdarzyło się od czasu tamtego wyścigu.
Kiedyś, jakoś ta gra zaczęła się toczyć między nimi a on wiedział, że musi ją wygrać. Nie było mowy, że mógłby dać jej znów go pobić, zwłaszcza w tej grze. Miał to w tylniej kieszeni.
Miał zamiar dostać ją w najmniej oczekiwanym momencie.

Powinna zacząć oglądać się za siebie 
~~
Słysząc pukanie do drzwi, Morgan uśmiechnęła się do siebie i zawołała do osoby, że może wejść.
Otwarł drzwi i zaraz je za soba zamknął po czym wszedł trochę głębiej do pokoju.
-Wołałaś mnie?
-Tak, będę za sekundę- Morgan zawołała z łazienki a on zaczął chodzić po pokoju, rozglądając się z rękami w kieszeniach swoich spodni, niedbale nucąc sobie pod nosem, dopóki nie usłyszał skrzypu otwieranych się drzwi.
-Morgan, to ty? - zawołał. Kiedy nikt nie opowiedział,  westchnął, lecz nagle Morgan pojawiła się robiąc długie, powolne kroki.
-Tak, to ja- powiedziała uwodzicielsko a jej oczy zabłyszczały odrobiną chęci i pożądania.
Podeszła do miejsca gdzie było jedyne, jednak wciąż słabe oświetlenie, pokazując co miała na sobie. Jedwabna sukienka luźno opadała na jej uda odkrywając jej długie nogi. Włosy muskały jej skórę twarzy, na której naniesiony był idealny makijaż.
~
Otworzył szerzej oczy, przełykając ślinę i obserwując ją od stóp do głów, po czym przegryzł dolną wargę.
-Kuźwa- mruknął, czując, że ciepło wypełniło jego klatkę piersiową.
-Dlaczego jesteś tak zdenerwowany, Justy? - Morgan uśmiechnęła się - to tylko ja.
-Co...to...- odchrząknął i po chwili znów zaczął normalnie mówić - to jest to po co mnie tu zawołałaś?
-No oczywiście, że nie, głuptasie. - Morgan stanęła przed nim i zaczęła powoli gładzić jego ramię.
Przełykając ślinę, Justin trzymał ręce przy sobie, kiedy Morgan zaczęła podchodzić do niego jeszcze bliżej. Stanęła nogami po jego obu stronach i pochyliła się ocierając ustami o jego ucho.
-Musze z toba porozmawiać - szepnęła gryząc zębami jego skórę - po prostu mnie wysłuchaj, ok? - mrugnęła rzęsami uwodzicielsko i uśmiechnęła się wiedząc, że ma już Justina dokładnie tam gdzie chciała- miała go już w swojej ręce.
Kiwając powoli głową, Justin zamknął oczy walcząc ze swoim instynktem, czując jak Morgan jeździła swoimi rękami w dół i górę jego klatki.
-cóż, muszę powiedzieć, że ....- jej usta przeniosły się w dół jego szyi.- Nie lubię tego, że mnie tu trzymasz, Justin.
-Mhm - zanucił.
Muskając jego skórę delikatnie, ciągnęła dalej.
-Nie lubię, jak mnie traktujesz - zaczęła ssać miejsca na jego szyi, powodując, że Justin owinął ramiona wokół jej talii wydając z siebie ciche jęki.
Jeżdżąc jej ustami po jego brodzie i blisko ust, odsunęła się, przegryzła wargę i znów się  do niego pochyliła, lekko muskając jego usta swoimi, a kiedy Justin pochylił się do niej po prawdziwego całusa, Morgan szybko się odsunęła.
-trzymaj się tak, kolego.
Jęcząc, otworzył oczy i spojrzał na dziewczynę wiedząc, że rzuca ona zaklęcie na niego, jednak nie umiał się temu oprzeć.
Pochylając się ponownie, Morgan dotknęła ustami jego górnej wargi i szybko przejechała po niej językiem, co Justina jeszcze bardziej rozpaliło.
-Chcesz wiedzieć coś jeszcze, Justy?
-Hm?- mruknął patrząc na jej usta po czym spróbował je złączyć ze swoimi jednak skończyło się to tak, że Morgan odchylała się do tyłu.
Upuściła ręce na dół i wyciągnęła jego koszulkę zza spodni i szybko położyła dłonie na jego gorącej skórze, jadąc nimi do góry. Już po chwili całowała go po klatce piersiowej, na co chłopak musiał wziąć głęboki oddech.
Przyciągając ją bliżej siebie, Justin poczuł narastające w nim pragnienie, kiedy czuł gorące i miękkie pocałunki na swoim ciele.
-Na pewno chcesz wiedzieć? - mówiła niskim i powolnym tonem a Justin przytaknął. Uśmiechając się, nawilżyła usta na co chłopak nie mógł wytrzymać i zanurkował w jej ustach, kiedy Morgan zacisnęła dłonie na nim
-Tak, tak, chce teraz! - Justin warknął nisko i przybliżył się po kolejny pocałunek, jednak Morgan w ostatniej chwili obróciła głowę tak, że chłopak pocałował jej policzek.
-Nic na mnie nie masz - oderwała się od niego, rzucając mu koszulkę w twarz a jego oczy rozszerzyły się od tego, co się stało
-1 punkt dla Morgan, 0 dla Justina - krzyżując ramiona na piersi próbowała wyglądać na poważną, jednak nie mogła powstrzymać się od śmiechu ze zdezorientowanej miny Justina.

------------------------------------
zaraz dodam następny ;)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Chapter 10

-Już ci mówiłem. Fascynujesz mnie - wzruszył ramionami i wyrzucił butelkę po piwie. Chciał wyjść z kuchni, jednak Morgan zatrzymała go kładąc mu rękę na klatce piersiowej.
-Nie- stanęła przed nim- Chce PRAWDZIWY powód. - krzyżując ramiona czekala na odpowiedź, kiedy Justin na nią spojrzał.
-Lubie wyzwania - skinął głową, przegryzając dolna wargę.
-Wyzwania? - powtórzyła chcąc upewnic się czy dobrze usłyszała.
-Tak- otworzył lekko usta - Ty mnie wyzywasz i to mi się podoba - zaczął podchodzić do niej bliżej - Nie bierzesz mnie poważnie - zacisnął dłonie na jej talii - Nie poddajesz się temu - przesunął powoli ręce w dół, aż dotarł do jej ud. - I nie dajesz mi dojść do siebie- oddychał do jej ucha a kiedy rękami zaczął zbliżać się do centrum miedzy jej nogami, Morgan uderzyła go w nie, powodując, że się wycofał. - Widzisz? - uniósł brwi.
-Więc, wyzywam cie,okej, ale dlaczego to jest powód, że trzymasz mnie jako zakładnika?
-Chcę zobaczyć jak długo to potrwa....-pochylił się do przodu, żeby powiedzieć jej do ucha - zanim pękniesz. - wyszeptał i wyszedł z uśmiechem.
~
Schodząc po schodach, Morgan podbiegła truchtem do salonu, gdzie spotkała wszystkich ludzi Justina siedzących na kanapie. James miał właśnie zamiar wyjść z pokoju, więc wstał jednak szybko się zatrzymał. Wszyscy zebrani spojrzeli na Morgan w szoku, kiedy ona usiadła na fotelu.
-No co? - splunęła wyraźnie zirytowana ich obserwacją. James usiadł z powrotem i uśmiechnął się.
-Jestem zaskoczony. - spojrzał na nią - Nie musiałem pilnować cię przed ucieczką.
-Co mogę powiedzieć ? - Morgan oparła się o oparcie fotela.- Mam kilka rzeczy jeszcze do załatwienia.
-Rzeczy? - Marcus uniósł brwi - Jakie rzeczy?
-Nic o co powinieneś się martwic. -Morgan uśmiechnęła się a ich całą uwagę przyciągnęła Kira, która zeszła na dół po schodach a zaraz za nią Justin, ubrany tylko w swoje bokserki.
Przegryzając wargę Morgan była zszokowana ciałem Justina a za razem było jej niedobrze. Pokręciła głową wychodząc z transu, lecz dalej na nich patrzyła z obrzydzeniem, kiedy Justin mamrotał dziewczynie do ucha coś, co wywoływało u niej uśmiech.
Otwierając drzwi, Justin przytrzymał je i korzystając, że Kira właśnie przez nie przechodziła, klepnął ją w tyłek.
-Nie zapomnij opowiedzieć Johnnemu ile dobrego czasu spędziłaś ze mną dzisiejszej nocy, kochanie. -chłopak zaśmiał się i zamknął za nią drzwi.
-Wygląda na to, że była zabawowa - James zawołał a Justin uśmiechnął się przejeżdżając dłonią po włosach.
-Ooo tak. Trzy rundy, stary. - zaśmiał się a wszyscy wokół zaczęli pogwizdywać i wyć jak świnie, którymi zresztą byli.
-Tak, nie daliście mi spać przez całą noc - Morgan nałożyła nogę na nogę, patrząc na wszystkich i uśmiechając się do Justina - Nie wiem jak mogłeś zdobyć u niej aż trzy rundy z tak małym kutasem.
Jej słowa wywołały fale jęków i nawoływań, które często rozgrzewają się w takich momentach. Justin tylko zmrużył na nią oczy.
-Nie mówiłbym tego teraz - podszedł do niej - ale mógłbym ci pokazać go w tej chwili.
Wyrzuciła ręce w powietrze i pokręciła głową.
-Nie, dziękuje. - przechyliła głowę na bok- mógłbyś ochronić się przed zażenowaniem Justiy. Nie chcesz chyba, żeby twoi chłopcy zobaczyli tak małą rzecz, którą nazywasz swoim penisem. - uśmiechnęła się niewinnie.
-Jaki ty masz problem? - Justin stanął przed nią a ta wstała z kanapy.
-Chcesz znać mój problem ? - uniosła brew a chłopak przytaknął. Popatrzyła mu w twarzy i przyłożyła palec do jego klatki. - Ty jesteś moim problemem.
Odepchnęła go i poszła w stronę schodów.
-Dziwka - mruknął.
-Hej! Nie musisz być wredny. - Morgan uśmiechnęła się, kiedy ponownie na niego spojrzała. - Chciałeś mnie tutaj? To masz.
Justin zadrwił i wzruszył ramionami, przyglądając się jej uważnie.
-Upewnię się, że mój pobyt tutaj będzie jak twoje piekło. -  a z tym zniknęła na górze.
~
Morgan nie mogła znieść faktu, że musiała żyć pod tym dachem - Justina dachem. O wiele bardziej wolała siedzieć w domu i spac, ale nie. Ona była uwięziona z jednym z największych dupków jakich kiedykolwiek spotkała. Ale hej, przecież chciał wyzwania. I będzie je miał.
Ubierając koszulkę, którą Justin kupił dla niej, Morgan sprawdziła swój wygląd w lustrze i uśmiechnęła się sama do siebie. Miała na sobie krótkie spodenki i bluzkę, która odsłaniała jej piersi.
-Musze przyznać, że ....-obróciła się w okół dalej uśmiechając się w zwycięstwie, które miało nadejść. - zrobiłam to całkowicie sama. - podeszła do drzwi otwierając je za sobą a juz po kilku sekundach ponownie je zamykała.
Schodząc po schodach, zauważyła Justina, który siedział przy biurku i zacięcie o czymś myślał. Obserwując go przez moment, powoli zaczęła się do niego przybliżać.
-Oh, Justin?
Patrząc w górę Justin tylko rzucił na nią wzrokiem i znów spojrzał na biurko. Zdając sobie szybko sprawę co właśnie zobaczył znów na nią spojrzał i rozszerzył oczy.
-Morgan?
-Mhm - uśmiechnęła się, odepchnęła jego krzesło do tyłu, usiadła mu na kolanach i zaczęła bawić się kołnierzykiem od jego koszuli.
-Co robisz? - poczuł ciepło dochodzące do jego uszu, kiedy patrzył na jej wygląd. Położył instynktownie rękę na jej nogach, za które można było zabić i zaczął je gładzić kciukiem.
Wzruszając ramionami, przycisnęła usta do jego policzka.
-Nudzę się. -odrzuciła mu głowę do tyłu i zaczęła składać małe pocałunki w dół jego szyi a Justin owinął ramiona wokół niej.
-Myślisz, że jestem aż tak głupi?
-Co ? - odsunęła się i spojrzała na niego, trzymając jedną rękę na jego policzku a druga na szyi.
-Wiem dokładnie, co tu robisz. - uśmiechnął się, odciągając ją od siebie i wstając.
Morgan usiadła na biurku i spojrzała na niego, kiedy położył ręce po obu jej stronach.
-Chcesz grać w ta grę, skarbie? Nie mam nic przeciwko. Możemy grac tak długo jak tylko zechcesz. - uśmiechnął się po czym jego zęby musnęły jej szyje. - ale pamiętaj, kochanie, lubię te wyzwania. - głośno wypuścił powietrze z płuc i powoli odsunął się od niej.- I nie zapomnij .....ja nigdy nie przegrywam.
Więc zastanów się dwa razy, zanim zdecydujesz się znów ze mną w to grać.
Spoglądając na niego podejrzliwie, Morgan sapnęła z irytacja, ale szybko przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie.
-Nie zapominajmy także, Justiy.- uśmiechnęła się.- Możesz wygrać z kimkolwiek i kiedykolwiek chcesz. Ale to ja byłam jedyną, która cię pokonała.
-Co? -cofnął się, dając jej szanse za zejścia z biurka i tak też zrobiła.
-Wygrałam ten wyścig miedzy mną a tobą. Mam cię. - Morgan pociągnęła się za loka, czując, że Justin skupił na nim uwagę jednak szybko wrócił na jej twarz. - Tak więc, jeśli ktoś tu powinien się bać, to powinieneś być ty.
Nie mówiąc juz ani jednego słowa, wyszła z pokoju, specjalnie kręcąc biodrami.

-------------------------------------------
Jak myślicie, jak na to zareaguje Justin? Dobrze, że Morgan zaczyna znów z nim tą gre?

Mam pewne pytanko. Zdecydowałam się na tłumaczenie kolejnego bloga, ale musicie mi pomóc wybrać, który z nich to ma być. Cabin 304 czy Million Dollar Baby? Jeżeli nie znacie ogólnej fabuły ani tego ani tego to możecie zrobić losowanie hah :)

Dziękuje za niesamowicie miłe słowa. Wiedzcie, że wszystkie komentarze czytam i z każdego bardzo się cieszę :D
@kidrauhl3001

środa, 10 kwietnia 2013

Chapter 9

Uczucie presji wzrosło u Justina w momencie kiedy puścił hamulec a jego auto "wyfrunęło" do przodu prze Johnnym. Uśmiechając się do siebie, Justin spojrzał w boczne lusterko dostrzegając nie zadowolenie malujące się na twarz wroga.
Naciskając pedał gazu, Johnny znalazł się obok Justina. Uśmiechnął się w zwycięstwie po czym pociągnął do góry uchwyt a jego auto przyśpieszyło ustawiając się na miejscu tylko ciut przed Justinem.
Przeklinając do siebie w złości, Justin zatrzymał samochód, tak że wylądował za Johnnym. Upewniając się, że robi właściwą rzecz cofnął się do tyłu przed skręceniem w prawo i zakończył manewr tuz przy aucie rywala.
Meta była zaledwie kilka mil od Johnnego, jednak przeklął on Justina pod nosem kiedy zauważył go kilka centymetrów przed nim. Biorąc głęboki oddech, Johnny użył całej swojej siły i złapał kierownice pociągając ją w prawo i uderzając w samochód Justina.
Czując, że jego auto zostało wypchnięte z toru, Justin wyrzucił ręce przed siebie łapiąc mocniej kierownice.
-Kurwa- wychrypiał próbując wrócić z ziemi na beton.
Johnny uśmiechnął się do siebie w całkowitym zwycięstwie i prowadził dalej auto na pełnym gazie, ale to jednak nie wystarczyło, bo Justin w porę wrócił na tor i przegonił Johnnego na kończącej linii.
-Skurwiel - Johnny oszalał i zatrzymał auto powodując zderzenie z przodem auta Justina, z którego zaczął wydobywać się dym.
-Skurwysyn. - Justin pokręcił głowa czując złość, która zaczynała w niż wrzeć. Spojrzał na dół swojego samochodu i znalazł tam czerwony przycisk. Justin przyciskała do niego dłoń co powodowało, że samochód poruszał się z prędkością nitro, więc prędzej czy później i tak on by to wygrał.
Otwierając szerzej oczy i usta, Morgan gapiła się na chłopaka dopóki nie ułożyła wszystkiego w całość
-Czy on....
-AH - tłum krzyczał, tak samo jak grupka od Justina i wszyscy do niego podbiegli. Morgan została siłą zmuszona do dołączenia się do nich wszystkich, kiedy James wyrzucił rękę w powietrze. Justin złączył ich dłonie a odsunął dopiero po wzajemnych pstryknięciach palcami.
Jego oczy spotkały Morgan.
-Mówiłem, że wygram! - przekrzyczał szalony tłum uśmiechając się a Morgan przewróciła oczami.
-Nieważne. - mruknęła czując się okropnie zmęczona aż ziewnęła, wykończona tą całą sytuacja.
-Pieprzony Bieber!- Johnny krzyknął wpychając się między wszystkimi by dojść do Justina - Ty kurwa, pizdo oszukiwałeś.
-Jak mogłem oszukiwać, chłopczyku? To nie ja wyrzuciłem cię z toru. - zadrwił jadowitym tonem.
-Dobra, dobra- Mike odepchnął ich od siebie - nie potrzeba nam tu kłótni - zacisnął dłonie na ich piersiach- Bieber wygrał uczciwie a jeśli nie potrafisz się z tym pogodzić, Johnny może nie powinno cie tu byc. Teraz idź zanim zrobisz z siebie większego głupca.
Mamrocząc niespójnymi przymiotnikami pod nosem Johnny znów przepchał się między wszystkimi i kopnął w swój samochód po czym nałożył na głowe kaptur.
-To jest jakieś kurwa gówno.
-Oh, poczekaj Mały Johnny - Justin krzyknął za nim - myślę, że o czymś zapomniałeś.
-Czego chcesz Bieber? - Johnny odkrzyknął robiąc się czerwony, kiedy patrzył na Justina, który stał z pełnym uśmiechem.
-Mieliśmy zakład - przechylił głowę na bok. Jego lekko krzywe zęby ukazały się, kiedy Justin uśmiechnął się ze zdobyczy. -Biorę twoją dziewczynę, pamiętasz?
Morgan zadrwiła, krzyżując ramiona na piersi. Mruknęła pewne przekleństwa pod nosem co najmniej zła, kiedy zobaczyła Justina, który ramionami objął Kire a jego nos zanurzył głęboko na jej karku.
-Gotowa kochanie? - Justin szepnął jej do ucha a Kira zachichotała drażniąca gorącym oddechem chłopaka na jej policzkach, co wywołało u niej dreszcze na ciele. Przegryzając wargę, Justin wsunął rękę po jej kolano przejeżdżając przez jej udo, aż osiągnął miejsce między jej nogami.
Czując, że była bliska zwymiotowania, Morgan odwróciła głowę i zakryła usta, szczelnie zamykając oczy. Nie mogła nic zrobić, ale nienawidziła pozycji w jakiej się znajdowała.
Gdy dotarli do domu, Justin chwycił Kire za rękę, prowadząc ją do środka, za to James złapał ramie Morgan zanim miała szansę na ucieczkę.
-Wiesz - Morgan przechyliła głowę na bok - wgląda na to, że Justin jest zajęty dzisiaj, więc jeśli mógłbyś ....pozwolić mi pójść do domu.
-Nie mogę- James pokręcił głową - Justin nie mówił nic o puszczeniu cię wolno dzisiaj, więc wychodzi na to, ze zostajesz tutaj.
-Skaczę z radości - Morgan przewróciła oczami i wycofała się z uścisku Jamesa, zbyt zmęczona by próbować ucieczki raz jeszcze. Dziewczyna podniosła stopę żeby wejść po schodach na górę do pokoju, w którym miała spędzić noc.
~
Ah, Justin - Kira krzyknęła biorąc głęboki oddech. - szybciej - wywrzeszczała jakby swiat miał się zaraz skończyć.
-Kurwa- Justin zachrypiał, popychając ją mocniej i szybciej, kiedy dziewczyna wyciągnęła nogi i obwiązała je wokół jego tułowia, dalej krzycząc jego imię.

Rzucając poduszkę na swoja głowę, Morgan mocno krzyknęła w nią po czym walnęła kilka razy pięściami w łóżko, które spowodowało, że się od niego odbiły.
-Nie mogę wrócić do domu a kiedy próbuje spać, nie mogę zrobić nawet tego. -wymamrotała do siebie chcąc jak najszybciej zniszczyć Justina.
~
Po nocy, Morgan wyciągnęła się leniwie na łóżku i w końcu w spokoju zeszła na dół do pokoju, który wyglądał na kuchnie. Podchodząc do lodówki, otworzyła ją szukając czegoś do jedzenia.
Wzięła tylko butelkę wody, przekręciła korek i wzięła łyk pozwalając na miłe orzeźwienie jej gardła. Oblizała usta.
-Co robisz? - Morgan obróciła głowę na dźwięk kroków. Widząc, że to Justin obdarzyła go niemiłym wzrokiem i szybko popatrzyła gdzieś indziej.
-Nie twój pieprzony interes - splunęła zirytowana. Lepiej dla niej gdyby kontrolowała sie chociaż do minimum.
-Co w ciebie wstąpiło? - podniósł brwi, wyciągając piwo z lodówki po czym usiadł na wyspie, otworzył je i wreszcie się napił.
-Oh no nie wiem. A może....spędziłeś praktycznie całą noc na pieprzeniu jej, co sprawiło, że nie mogłam zmrużyć oka.- Morgan uśmiechnęła się ironicznie.
-Zazdrosna, że to nie byłaś ty? -Justin usmiechnał się.
-Mdli mnie przez ciebie, wiesz? - syknęła, a jej twarz pokazała wstręt jaki czuła do niego a on tylko wzruszył ramionami.
-Mówiono mi to wiele razy - dodał z uśmiechem po czym ziewnął, przejeżdżając ręką po splątanych włosach rozplątując je.
-Dobrze. Mam nadzieje, że będziesz pamiętać na następny raz kiedy będziesz starał się wyciągnął cos ode mnie - potrząsnęła głową a Justin zachichotał. - więc, co cie tak do cholery śmieszy?
-Ty - odpowiedział biorąc kolejny łyk piwa. - Ty mnie fascynujesz.
-Oh, cieszę się, że rozjaśniłam ci dzień - mówiła z sarkazmem, kiedy Justin obserwował ją uważnie.- wiesz czego nie rozumiem?
-Czego? - Łapiąc jego wzrok, kontynuowała.
-Dlaczego mnie tu trzymasz?

--------------------------------
Następny rozdział jutro, obiecuje!!!!
Moim zdaniem rozdział nie pokazał swoich możliwości haha a Waszym?

Jest strasznie dużo próśb o informowaniu o nowych rozdziałach i szczerze mówiąc lekko się w tym pogubiłam. Możemy się umówić tak, że każdy kto chce być poinformowany napisze mi to na moje konto na twitterze? Tak będzie mi po prostu prościej. @kidrauhl3001

sobota, 6 kwietnia 2013

Chapter 8

W końcu pozwolili jej wyjść z auta, jednak James trzymał ją blisko siebie a Justin szedł przed nimi z papierosem w ustach, w skórzanej kurtce i z podniesioną wysoko głową. Krzyki słychać było wszędzie kiedy Justin przechodził obok, co powodowało, że Morgan cały czas przewracała oczami.
-Wygląda na to, że frajer się nie pojawił. - Uśmiechnął się Johnny szyderczo do siebie ze zwycięstwa. Odwrócił się do swojego wspólnika obok. -wygląda na to, że chłopak jest zbyt wielka pizdeczką, żeby to zrobić.
-Nie nie Johnny, nie bądź taki niegrzeczny -Justin podszedł do niego na co chłopak otworzył szeroko oczy, bo nie spodziewał się już Justina. Uśmiechnął się do siebie i przechylił głowę na bok. Rzucił papierosa na podłogę i przygniótł go piętą.
-Zaskoczony, że mnie tu widzisz?
Potrząsając głową, Johnny wbił pięści głęboko do kieszeni marynarki.
-Jesteś tego pewien, Justinku?
-Jasne jak słońce, że cie pobije w tym, chłopczyku. To na pewno. -Justin wyśmiał go pokazując swoje lekko krzywe zęby. Czekali na gościa, który to organizował.
Podszedł do nich powoli i stanął pomiędzy nimi.
-dobra, więc mamy tutaj Johnny Perez kontra Bieber. Jesteście tego oboje pewni? - zbadał ich wzrokiem, lecz oboje skinęli głową.
Oglądając w pewnej odległości, Morgan szarpnęła swoim ramieniem by uwolnić się od Jamesa, jednak jego uchwyt był mocniejszy niż ona. Wzdychnęła dramatycznie, sapnęła z irytacja i dalej ich obserwowała. Oczy Justina były całkiem przepełnione taką ciemnością, której nigdy wcześniej u niego nie widziała a Johnny uśmiechał się jak świnia, Którą był. Jego oczy przeszły z Mike na Morgan i od razu rozbłysły pożądaniem.
-Co to za dziewczyna, którą tam masz, Bieber? Widać, że jest dobra w te klocki. - Johnny już po raz któryś roześmiał się do siebie. Przegryzł wargę patrząc na Morgan.
-Uważaj na słowa Perez, albo sam ci zamknę tą gębę. - Justin splunął w odpowiedzi.
-Nie denerwuj się Bieber. Tylko patrzyłem - Johnny uśmiechnął się - co powiesz na pewien układ, Justy?
-Co masz na myśli, Johnny? - Justin uniósł brew kiedy patrzył jak Johnny zaczął podchodzić do Morgan. Trzymając pięści napięte, zacisnął szczęki w czasie kiedy palce chłopaka dotknęły jej policzka.
-masz tutaj niezły kawałek dupeczki, Bieber - już cała jego dłoń ujęła jej policzek.- co ty na to, jeśli ja wygram, wezmę ją dzisiaj na noc do siebie. - rzucił wzrok na Justina, przed ponownym zerknięciem na dziewczynę.
Przełykając ślinę, Morgan odepchnęła jego rękę od siebie na co on tylko się zaśmiał.
-A jeżeli ty wygrasz, ehh to możesz wziąć moją dziewczynę, Kire. Tam jest. - skinął głową na Kire odchodząc od Morgan i uważnie przyglądając się Justinowi, który wszystko próbował przemyśleć.
-Zgoda.
Otwierając usta w szoku, Morgan pokręciła głową z nie dowierzaniem.
-Poważnie? - Morgan praktycznie krzyknęła, kiedy Justin zgodził się na ten zakład. Włożył pieniądze do pudełka i szybko podszedł do dziewczyny
-Ciszo teraz, dobra? - Justin syknął - Tak czy inaczej mam zamiar wygrać, więc nie wiem dlaczego się tym tak denerwujesz, skarbie.
-A co, jeśli nie wygrasz, debilu? - Morgan uśmiechnęła się szyderczo a w jej głosie słychać było gniew, który chciała uwolnić i walnąć Justina tu i teraz.
Uśmiechając się, chłopak zamknął oczy.
-Ja nigdy nie przegrywam.
---
Siadając na masce jego samochodu, czekał na rozpoczęcie wyścigu, a w tym czasie obserwował Morgan, która zacisnęła usta ze zmartwienia.
Wzdychając do siebie, Justin pochyliła się do niej i owinął rękę wokół jej talii. James ją puściłaMorgan podeszła bliżej Justina, naciskając dłońmi na jego pierś.
-Mam zamiar wygrac.
-Nie obchodzi mnie to - Morgan splunęła.
Pogłaskał ją kciukiem po policzku, przegryzł wargę i zaczął bawić się skrawkiem jej koszulki - Uspokój się.
-Jak mogę się uspokoić ty pieprzony idioto, kiedy ty po prostu...-zwolniła i pokręciła głową - Nie jesteś tego wart - mruknęła dalej kręcąc głową.
Tuląc się do jej karku, nic nie mówiąc, niedbale przycisnął usta do jej skóry, powodując, że Morgan przewróciła oczami, kiedy przeszedł na kącik jej ust. Obserwując ją dokładnie przycisnął swoje usta do jej nieśmiało, jednak szybko się odsunął.
-Puść mnie - wyszeptała a Justin skinął głową i oderwał się od niej na czas kiedy ktoś zawołał zarówno jego jak i Johnna przez głośniki.
Chwytając Morgan by nie uciekła James poszedł z nią do linii  startu, gdzie stał już tłum ludzi.
Przeczesując swoje włosy, Justin spojrzał na Morgan i kiwnął przed otwarciem drzwi do jego Bugatti, do którego zaraz wszedł. Wyłączając sprzęgło, podjechał bliżej startu a Johnny zrobił to samo.
Rozglądając się, Justin zauważył jak Johnny uśmiechał się jakby miał wygrać cały ten wyścig. Otwierając okno od strony pasażera, Johnny zawołał Justina i uśmiechnął się niewinnie.
-Twoja dziewczyna będzie dzisiaj krzyczeć moje imię, Bieber.
Justin także otworzył okno i wystawił przez nie głowę.
-W twoich snach, Perez - krzyknął, wracając głową do środka a jego ręce zacisnęły się mocniej na kierownicy.
Podchodząc na srodek, między dwoma autami, dziewczyna z flagami pochyliła się a jej piersi praktycznie wyciekły z górnej części bikini, po czym uniosła flagi do góry.
-gotów - zatrzymała patrząc w tłum.
-Do startu - spojrzała tym razem na kierowców z uśmieszkiem na twarzy.
-Start. - rzuciła flagi w do a wtedy oba samochody ruszyły z miejsca.


-------------
Dzisiaj dodałam dwa  pod rząd tak jak mnie prosiłyście, ale jestem mega zmęczona po całym dniu, wiec z góry przepraszam za wszystkie błędy.
Akcjaa się rozkręca ;D
Jak myślicie, kto wygra??

Ps. postaram sie powiadomić Was wszystkie, ale nie jestem pewna czy mi się to uda ;)

Chapter 7

Sprawdzając czy dobrze wygląda, zdmuchnęła włosy z twarzy po czym podeszła do drzwi, które zaraz za sobą zamknęła.
-Panienko - Morgan nawet nie zauważyła kiedy pewien mężczyzna chwycił ją za dłoń. Sprowadził ją na dół po schodach do jadalni, gdzie Justin już czekał. Mężczyzna uśmiechnął się i wyszedł z pomieszczenia.
Morgan rozglądnęła się wokół i zaczerpnęła głośno powietrza co najmniej zszokowana jak pięknie wszystko wyglądało. Na stole, który był pokryty kremową tkaniną, stały dwa świeczniki po każdej stronie i piękny wazon z różami na środku.
-Podoba ci się? - Justin stanął przed nią. Dziewczyna musiała najpierw zamknąć usta i odchrząknąć zanim coś powiedziała.
-Jest....ładnie. - pokiwała głową patrząc na niego. Uśmiechnął się i podszedł bliżej skanując ją od stóp do głów.
Pochylił się do jej ucha, uśmiechnął się i szepnął.
-Ślicznie wyglądasz - jego oddech musnął jej szyje, przed tym jak znów się od niej odchylił.
Morgan głośno przełknęła sline czując na swoim ciele gęsią skórke.
-Dz-dziękuje - popatrzyła niby od niechcenia a naprawdę czuła jak palą ją policzki.
-Chodź - kiwnął głową w kierunku stołu i odsunął jej krzesło. Patrząc na niego z podniesionymi brwiami, Morgan usiadła obserwując Justina, który okrążył stół, przyciągnął dwa końce kurtki bliżej siebie po czym również usiadł.
-Ty zrobiłeś to wszystko.....co tu jest? - dziewczyna rozejrzała się po pokoju a Justin przytaknął.
-Oczywiście. Nie myślisz chyba, że zapłaciłem komuś, żeby to zrobił, prawda? -pochylił się bliżej ciekawy co powie.
-Ja...nie wiem. Tylko nie myślałam, że jesteś w stanie zrobić cos takiego- spojrzała w górę - Myślę, że cię po prostu nie doceniłam.
-Też tak myślę - znów uśmiechnął się odchylając do tyłu na krześle.
-Ale nadal cię nienawidzę- przypomniała a ten tylko zaśmiał się sam do siebie.
-Jakbym mógł zapomnieć.
Przyszedł mężczyzna niosący dwie płyty z jedzeniem, który zdawał sie mieć na imię Marco. Umieścił posiłki przed nami i stanął w idealnej pozycji.
-To co będziecie jeść to filet z kurczaka z warzywami i cebulą, z niespodzianką na końcu talerza.
-Dziękuje Marco - Justin pokiwał głową a Marco tylko skinął po czym wyszedł zostawiając ich samych.
-Ty to zrobiłeś? -wskazała na pyszne jedzenie przed nią ze zdziwieniem.
-Tak, tak. To moja specjalność, śmiało. -Justin chwycił sztućce i zaczął jeść, spoglądając uważnie na Morgan, która trzymała przez chwilę widelec w ręce po czym rozpoczęła kroić kurczaka, lecz znów na moment zatrzymała się przed włożeniem kawałka do buzi.
-Jedz to, wiesz, że tego chcesz.
-A co, jeśli jest to zatrute? - spojrzała na niego podnosząc brwi.
-Tak, bo sprawiłem sobie tyle kłopotu, żeby cię zabić na końcu. uh huh, mądre rozumowanie - Justin pokręcił głową - po prostu zjedz to cholerne jedzenie.
Morgan włożyła w końcu kurczaka do jej ust, przeżuwając zanim go połknęła. Czuła na sobie ciężki wzrok Justina.
-I? - zapytał, kiedy Morgan sięgnęła po szklankę wody, która stała tuż obok jej talerza.
-Jest...w porządku - skinęła głową, oblizując zęby kiedy jej żołądek zaburczał po więcej pysznego jedzenia.
-W porządku? - Justin spojrzał na nią z uśmiechem. - Jeżeli tak mówisz- wzruszył ramionami, biorąc trochę kurczaka, wciąż ją obserwując.
Jedząc kawałek po kawałku coraz to intensywnej,Morgan zjadła prawie wszystko i znów wzięła łyk wody.
Chichocząc do siebie Justin zjadł cierpliwie i patrzył jak Morgan pochłonęła prawie cały talerz.
Nabrała warzywa na jej widelec i kiedy już prawie miała je w ustach, niegrzeczne warzywko spadło na jej klatkę piersiową tuż nad jej dekoltem.
-Cholera - mruknęła pochylając się by chwycić serwetkę a potem wyjąć nią warzywo z dekoltu.
-Ja to zrobię - Justin uśmiechnął się i pochylił nad stołem zanurzając głowe w miejsce plamy po warzywie na jej ciele, lecz zamiast normalnie wytrzeć serwetką on przyssał się delikatnie do jej skóry usuwając zabrudzenie, co spowodowało, że dziewczyna cicho do siebie jęknęła.
Czuła, że jej oddech coraz bardziej się skracał, kiedy jego usta wędrowały po jej obojczyku.
Poddając się swojemu pragnieniu, Morgan wsunęła ręce na jego szyje, otwierając szerzej usta.
Uśmiechając się do siebie triumfalnie, Justin wstał ze swojego miejsca i żeby nie przerywać złapał ją za kark po czym dalej kontynuował przyjemne ssanie jej skóry.
Jęcząc coraz głośniej jej palce znalazły się głęboko w jego brązowych włosach. Musiała zamknąć oczy kiedy  zrobił coś mocniejszego swoimi zębami.
Jeździł po niej swoimi palcami tak, że zaczął bawić się końcówką jej koszulki by po chwili zakwitło to palcami na jej podbrzuszu.
Pocałował ja w kącik ust gotów rzucić się ustami na jej, kiedy James wbiegł niemalże plątając się o własne nogi, przywracając ich z transu.
-Co jest, kurwa? - Justin splunął. Gniew był widoczny na jego twarzy jak też w tonie głosu.
-przepraszam szefie, ale wieści niedawno dotarły- James mówił z nutką zmęczenia kiedy walczył by przywrócić normalny oddech - Johnny chce wejść.
-Justin wyprostował się na równe nogi i przeczesał dłonią włosy.
-Co masz na myśli?
Zaciskając wargi, Morgan odwróciła głowę w kierunku pustej ściany na prawo, przeklinając się w duchu. Otarła twarz rozczarowana, że pozwoliła mu dojść tak daleko.
-Johnny wyzywa cię na pojedynek. Woła cię już teraz. - James położył rękę na stole - On mówi, że jest znakomity i pewny swojej wygranej.
 -Gówno prawda - splunął - Johnny nie potrafi wygrać wyścigu nawet jeżeli od tego zależałoby jego życie - Justin zaśmiał się do siebie z rozbawieniem. -powiedz mu, że akceptuje wyzwanie. - skinął głową do Jamesa, który przytaknął i wyszedł wrzeszcząc do innych chłopaków.
-Ty - skupił uwagę na Morgan - przygotuj się. Zaraz wejdziesz w całe to gówno.

środa, 3 kwietnia 2013

Chapter 6

Morgan szurała nogami po podłodze zastanawiając się co mogłaby ewentualnie zrobić, aby wyjść z celi. Była uwięziona jak dzikie zwierze i nie było nawet mowy, że mogłaby siedzieć i czkać na kolejne wspaniałe pomysły Justina. Już dwukrotnie próbowała uciec i za każdym razem była łapana przez jego "ludzi". Jedynym wyjściem mogło być przechytrzenie ich kiedy Justina nie było w pobliżu........i wtedy wpadła na pewien pomysł. Uśmieszek pojawił się na jej ustach i otworzyła drzwi wejściowe.
-Przykro mi laleczko - Peter od razu stanął przed nią prostując się bez emocji na twarzy- ale nie możesz się stąd ruszyć dopóki szef nie pozwoli.
-Szef? - Morgan drwiąco przewróciła oczami uwarzając tą całą sytuację za śmieszną.
Kiwając głową zacisnął usta. Nic juz nie powiedział i odwróciła się do niej plecami.
-Proszę cię, koleś. Muszę jakoś opuścić ten pokój! Muszę.....-zamyśliła się - skorzystać z toalety.
Odwrócił się i spojrzał na nią podejrzanie. W końcu odrzucił jej prośbę.
-Nie ma mowy! Nie chce wpaść w kłopoty przez twój mały tyłeczek, skarbie. Wracaj do środka i wytrzymaj.
-Dla twojej wiadomości mam wielki tyłek - wyrzuciła palec w jego stronę - A po drugie, Justin moze mi possać. Muszę do toalety. Wiesz, kobieta i te sprawy? To ważne. Nie mogę juz wytrzymać ! - dziewczyna jęknęła i  wykrzywiła usta w grymas. - Proszę?
-Nie - Peter potrząsnął głową- nie chce byc pod kreską przez ciebie. Szef nakazał utrzymać cię tu i to jest dokładnie to co zamierzam zrobić. Więc wracaj tam teraz, zamknij się i nie rób więcej tego gówna bo i tak cię nie wypuszczę- Przerzucił sobie Morgan przez ramiona i zaczął z nią iść do pokoju.
-Postaw mnie!!- dziewczyna waliła pięściami po jego plecach ze złością w głosie jednak chłopak ją zignorował. Wiedziała juz, że będzie musiała to zrobić w przykry sposób. Pochyliła się bardziej i uderzyła mocno w jego dolną część co spowodowało, że Peter ją puścił i zaczął jęczeć z bólu. -Przepraszam - wyszeptała przed wybiegnięciem z pokoju na dół po schodach, lecz zaraz poczuła, że ktoś znów ją złapał.
-Poważnie? - mruknęła.
-Gdzie się wybierasz, skarbie?-spojrzała prze ramię, aby zobaczyć po raz kolejny Justina. Jego brwi uniosły się w uśmiechu.
-Naprawdę, Justin? Pozwól mi juz odejść. To robi się nudne bardzo szybko - westchnęła. Była juz tym zmęczona.
-Nigdzie nie pójdziesz. Mówiłem ci już.....usiądź wygodnie. Mam plany co do ciebie, kochanie - pochylił się do jej ucha - Zjemy razem kolacje dziś wieczorem.
-Kolacje? - nie mogła powstrzymać się od śmiechu - Z tobą? - wpadła w lekką histerie- Musisz sobie robić ze mnie żarty - klasnęła po czym jej dłonie znalazły się na kolanach. Kiedy na niego spojrzała nie była w stanie się opanować.
-Możesz się śmiać ile chcesz, ale będziesz zaskoczona kiedy zobaczyć co mam jeszcze w rękawie. Teraz idź do pokoju bo czeka tam na ciebie sukienka. Załóż ją i wyglądał pięknie. Kiedy skończysz spotkasz mnie na dole. -Justin popchnął ją w stronę schodów a kiedy szła już na góre on tylko klepnął ją w tyłek. Odwróciła się i przeszyła go wzrokiem za to on się uśmiechnął i poszedł w swoją stronę.
Nie mogła na to nic poradzić, ale musiała zrobić to co Justin powiedział, żeby jak najprędzej się stamtąd wynosić.
Wchodząc do pokoju Morgan była zaskoczona, że Justin jednak nie żartował. Na łóżku leżała sukienka z mnóstwem rzeczy do makijażu i akcesoria wszelkiego rodzaju, które leżały na komodzie z wielkim lustrem.
-Wow....- mruknęła do siebie ze zdziwieniem kiedy podeszła do łóżka. Wzięła wieszak z sukienka do ręki i przejechała po niej wzrokiem. - oh, nie. - potrząsnęła głową i zbiegła na dół.
-Już gotowa? - Justin odezwał się opierając biodro o framugę drzwi. Podniósł brwi kiedy Morgan zmrużyła na niego oczy.
-Co to jest? - podniosła sukienkę do góry, więc Justin mógł się jej przyjrzeć.
-Sukienka- opowiedział jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie i posłał jej uśmiech, za który mozna było zabić.
-Śmieszne- zadrwiła- nie włożę tego a juz na pewno nie dla ciebie.
-Dlaczego nie? - zbliżył się do niej - to tylko sukienka. Przestań być dzieckiem i włóż ten cholernie dobry ciuch. Jedzenie stygnie, czekam na ciebie.
-A co ty na to, żebyś mnie wypuścił i żebyś delektował się posiłkiem sam na sam? Huh? Jak dla mnie, brzmi dobrze.- Morgan rzuciła ręce w powietrze kiedy Justin pokręcił głową chichocząc.
-Zabawne. A teraz idź się wreszcie przebrać. Nie mam czasu na te gierki.- pstryknął ją w palec.
-Przestań - naśladowała jego wcześniejszy gest - pstrykać na mnie - przewróciła oczami. - Nie jestem twoją małą dziwka.
-Teraz jesteś. Jesteś w moim domu, skarbie. Teraz bądź grzeczną dziewczynką, bo wiem, że umiesz i idź się ubrać. Chyba, że chcesz żebym ci w tym pomógł - uśmiechnął się i mrugnął do niej.
-Ughh- tupiąc nogami i jęcząc jak dziecko weszła na górę po schodach. -Nienawidzę cię !! - krzyknęła.
-Też cię kocham, skarbie - odkrzyknął jej a Morgan ponownie jęknęła zatrzaskując drzwi z taką siłą, że wywołało to chichot u Justina.
-Ona mnie naprawdę pragnie - uśmiechnął się i udał z powrotem do jadalni by upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu.

--------------------------------------
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale zwaliło mi się na głowe pare dużych problemów :c
Mam nadzieje, że nie jesteście złe czy coś hah

A tak w ogóle, to jak wrażenia ? ;D

czwartek, 28 marca 2013

Chapter 5

-Słyszałaś. - uśmieszek na twarzy Justina urósł. - Chce, żebyś ściągnęła z siebie te ciuchy.
-Uh huh - Morgan rozejrzała się udając, że myśli nad tym, zanim popatrzyła na niego. - a co jeśli nie? -Dziewczyna usmiechneła się i przewróciła oczami.
-Nie musisz być tak negatywnie nastawiona na to. Jesteś teraz pod moim dachem, kochanie. Grasz według moich reguł. -przebiegł językiem po swojej dolnej wardze. - więc rozbieraj się, skarbie. Nie mam całego dnia.
-Nie - Morgan przeniosła ciężar na prawą nogę a jej oczy przeszyły go z taka nienawiścią, że Justin pokochał tą gre jeszcze bardziej.
-Dobrze, więc .....moze po prostu zawołam tutaj Johna z powrotem - sprowokował, wiedzą, że ma już na swoim koncie punkt.
Wzięła głęboki wdech. Miała sie rozebrać albo Josh zrobiłby z nią Bóg wie co, więc według niej bezpieczniejsza opcja byłoby to pierwsze. Przesuwając ręce na konce jej koszulki, Morgan zaczęła powoli ją podciągać, dostrzegając błysk w oczach Justina kiedy poprawił się trochę na łóżku. Uśmiechając się do siebie, uświadomiła sobie, że to może nie być w rzeczywistosci taki zły pomysł....
Od kiedy miała plan w rękawie.
Zdjęła koszulkę z jej ciała i rzuciła na bok po czym zaczęła podchodzić do Justina.
Oblizując wargi, chłopak nie mógł nic zrobic i tylko uśmiechał sie do siebie triumfalnie ze swojego sukcesu.
-Myślisz, że masz wszystko pod kontrola......prawda? - popatrzyła się uwodzicielsko, kiedy usiadła na nim z nogami po obu stronach. Justin instyktownie połozył swoje dłonie na jej biodrach.
Pokiwał głową po czym zanurzył się w jej karku. Justin zaczał składać małe pocałunki a czasem przegryzał jej skórę.
-Widze ....- Morgan popchnęła Justina głowe tak, że teraz ona miała dostęp do jego szyi. Ssała i całowała dopóki usłyszała jak z jego ust wydobył się cichy jęk. Spojrzała na dół i zdała sobie sprawę, że jego kumpel lekko wzrósł z powodu jej działań. Wiedziała, że miała go tam gdzie chciała go miec.
Szarpiąc palcami w jego piaszczystych włosach, Morgan wyciągnęła usta do jego ucha.
-Wiesz, Justin.... - złożyła pocałunek na płatku jego ucha - Dwóch może grać w tą gre.
Kiedy Justin otworzył szeroko swoje oczy, Morgan już chwyciła koszulkę, przekręciła drzwi i zostawiła go zdezorientowanego w zamian.
-Kurwa. - wychrypiał, przeczesując swoje włosy.
Mimo swojego przerażenia, jak tylko Morgan otworzyła drzwi, które prowadziły na zewnątrz pokoju, została szybko zatrzymana przez straż, która stała tuż przy drzwiach. Justin ostrzegał ją przed nimi- przypał.
-Co ty sobie myślisz, gdzie idziesz? -James zmarszczył brwi, patrząc na nią w taki sposób, że w brzuchu Morgan coś sie skręciło.
-Nigdzie. - Justin podszedł do nich, owijając ramiona wokół jej talii i skinął w stronę Jamesa.
-Dobra robota, James. Przygotuj jedzenie, dobra? Musze porozmawiać z tą tutaj w pierwszej kolejności.
Kiedy James zrozumiał co Justin mu powiedział, odszedł zostawiając na straży kogoś innego a Justin pociągnął dziewczynę z powrotem do pokoju. Gdy tylko drzwi się zamknęły , rzucił ją na łóżko z gniewem wypisanym na twarzy.
-Nie podoba mi się to gówno co zrobiłaś.
-Co? Gracz nie lubi grać? - Morgan warknęła, przewracając oczami kiedy usiadła. - Nie możesz mnie tu trzymać na zawsze w niewoli, wiesz? Będziesz musiał mnie jakoś wypuścić. Moja rodzina zacznie mnie szukać....będą się martwic.
-Jaka rodzina? - Justin przekrzywił głowę, przyglądając się jej podejrzliwie. Ona skłoniła głowe i zaczerwieniła się.
-Rodzina, której oczywiście nie masz. - Morgan odpowiedziała.
-Zamknij się. - zawarczał. Jego twarz spoważniała a dziewczyna trochę przestraszyła się jego reakcji. - Nie powiedziałem, że możesz mówic.
-Kim ty jesteś? Moim ojcem? Spierdalaj. - Morgan warknęła. Jej oczy jak sztylety wpartywały się w niego, kiedy zaszydziła. Co on sobie myśli, że kim jest?
-Z ustami jak twoje byłbym zawstydzony gdybym był twoim ojcem. -Justin odpowiedział z taką nienawiścią, sprawiając, że Morgan lekko się skuliła na chwile.
-Co ty sobie myślisz, że kim ty jestes? - Morgan wrzasnęła, waląc pięściami w łóżko, które sie od niego odbiły.
-Jestem Justin Bieber, suko. - odpowiedział z cwaniackim uśmieszkiem na ustach a jego ego rosło coraz bardziej jak stał nad Morgan.
Szyderczo, dziewczyna zasmiała się do siebie.
-Pieprz się Bieber. - splunęła, wypowiadając te słowa z obrzydzeniem a Justin stał dalej po prostu usmiechnięty diabelsko, nad nią.
-Oh, za niedługo będziesz, kochanie. - przechylił głowę na bok, pokazując swoje idealne zeby. - do tego czasu, nie ruszaj sie bo jeszcze długo stad nie wyjedziesz. - Po tym Justin wyszedł z pokoju i zamknał za soba drzwi bez słowa a Morgan wybuchnęła
-Ty pieprzony dupku! - krzyknęła, chwyciła poduszkę i rzuciła ją w drzwi tak szybko jak zostały zamknięte, zostawiajac Justina chichoczącego, który szybko zszedł po schodach na dół.

---------------------
Przykro mi, że takie krótkie znów, ale nic na to nie poradzę. Delektujcie sie ;D